Przebudzenie – konteksty filozoficzne

February 15, 2019

Referat wygłoszony podczas wernisażu wystawy Przebudzenie / Awakening na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie dn. 7 maja 2018 roku.

https://wsm.asp.waw.pl/2018/05/04/przebudzenie/

English abstract:

Our native language is distinguished by a very special subtlety and sensitivity to the contexts of the word meanings. We notice this, for example, in the word „awakening”, which, although synonymous with „waking up”, has a incomparably deeper meaning. Basically, we wake up every morning, the sun wakes us up, something can break our sleep. Otherwise it is with the word awakening: it functions in a fixed phrase logical relationships, for example, as „waking up to something”, „experiencing the awakening”, „being a witness to someone’s awakening”, etc. We are dealing here with a metaphysical or ontological context, when one existence in the transformation process from one form, goes into the other.

The context of using the word „awakening” also suggests the uncommonness and uniqueness of the moment. It recalls the meaning of the English word „awakening”, which, unlike „awake”, stands for the metaphysical awakening of consciousness and it is probably mostly associated with the great movement of The Great Awakening.
Both waking up and awakening remain activities beyond the consciousness and the will of man. It can even be assumed that this fact and this association have caused the synonymous religious enlightenment (eg. „awakening to live in faith”) is referring to the unconsciousness and independence of the will of man, transition between the metaphorical sphere of dream and consciousness. Is it really metaphorical?

As an american charismatic speaker Paul Washer says in one of his speeches, „awakening is not […] a change of practice. It does not even begin there. It’s not getting a new blank card, it’s not a New Year’s resolution, it’s not a belief that I want to become a different person. Awakening is […] an Act of God, through which a person really becomes a new creature. Really. This is not poetry”. The category of God is not even necessary here to experience the depth of changes in the awakening process: something has ended and new one begins, and the changes have in fact touched the deepest aspects of the human existence. They have crossed out the current existence. Lost it, forgotten it.

In the works presented at the exhibition, the dramatic nature of these changes is not always brought to the fore. Sometimes from the perspective of a human, a bit aesthetic, when we look at the growth of plants, animals, changes of the animated world, we do not notice the severity of those changes. However they are a fact. Artists managed to leave their mark in the works, although they primarily focus on the description/ memory of individual, human experiences. It is often a reflection on awakening as a return to a normal life after experiencing a state of falling asleep (literally: in a coma and metaphorically: in a mental illness).

The awakening can also be encompassed in metaperspective, as the principle of dynamic reality. Hence the archetypal symbols of the Phoenix appear in the works – a happy and expected symbol of the resurrection, as well as a cave – dating back to ancient times, the symbol of the transition from the unconscious to the lightness of authentic being.

W tekście przygotowanym dla katalogu wystawy skoncentrowałam się na samym słowie „przebudzenie” odróżniając go od jego pospolitej (zarówno językowo, jak i ontologicznie) formy: „obudzenie”. Zwracałam w tamtym tekście uwagę, że stan przebudzenia znacząco różni się od wszelkich zwykłych stanów umysłu lub ducha, tak bardzo, że aż chce się go nazwać „odmiennym stanem świadomości” i tą drogą przedzierać się przez interpretacje i koncepcje stanowiące pokłosie psychologii analitycznej. Nie byłaby to droga bezowocna – zarówno w ramach badań klasycznych, które mogą być reprezentowane przez znakomite pisma Carla Gustawa Junga, jak i badań współczesnych, które w wielkim stopniu rozwinął niedawno odeszły prof. Jerzy Vetulani – wiele ciekawego dowiedzielibyśmy się o twórczości artystycznej…

Badania, o których mowa nie byłby bezowocne, gdyż wczesna psychologia analityczna była w istotnym stopniu „filozofią analityczną” i doskonale sprawdzała się na gruncie badań nad fenomenem twórczości artystycznej i ogólnej filozofii człowieka. Za takimi więc badaczami jak na przykład Stanislav Grof powiedzielibyśmy, że owo poszukiwane przez nas metafizyczne przebudzenie – wielka chwila w życiu cechująca się niebywałą otwartością na prawdę, szerokim strumieniem świadomości i otwartością na struktury świata – jest właśnie tzw. „odmiennym stanem świadomości” i, co dla nas teraz ważne: generuje swój własny rodzaj sztuki, który w literaturze nazywany jest „sztuką psychodeliczną”.

Nie trzeba tej nazwy brać bardzo potocznie – „psychodeliczny” to po prostu „odzwierciedlający treści umysłu / stany umysłu” (jak uczy na przykład Humphry Osmond).

W interpretacji takiej sztuki słusznie zrobilibyśmy sięgając po naukę o symbolach ponadkulturowych (pochodzących z nieświadomości zbiorowej): archetyp Wielkiej Matki, Maga, archetyp Drzewa i Powietrza, archetyp Ojca itd. Materiału dla refleksji na styku filozofii i psychologii dostarczają nam tu literackie narracje i ich liczne interpretacje. Co jednak daje to samej sztuce?

Sądzę, że – badając motyw przebudzenia w sztuce – należy iść jeszcze inną drogą. Skupiłam się przeto na całej sferze kulturowej, funkcyjnej sztuki (jej unarzędziowieniem), w której faktycznie zawiera się rola otwierająca i budząca. Dla takiej sztuki motyw literacki jest sprawą drugorzędną. Do tego ważnego, realnego przebudzenia dochodzi się nie na mocy tematu dzieła, lecz siły oddziaływania, mocy twórczej (jak napisałby Nietzsche) lub łaski twórczej (jak wolałby Leśmian), geniuszu.

Sam Jung dzielił sztukę na symptomatyczną i wizjonerską, widział, że czym innym jest otwarcie na (często w przypadku praktyki psychiatrycznej) objawy choroby psychicznej, a czym inna autentyczne doświadczenie przebudzenia duchowego lub umysłowego w rozumieniu awakening.
Chciałabym w tym miejscu jednak bronić pracy Małgorzaty Rumińskiej, która właśnie w swojej twórczości mówi wiele o chorobowym stanie psychicznym. Podstawą dla tej mojej swoistej obrony przed „symptomatycznością” jest rozróżnienie sztuki symptomatycznej od metarefleksji nad danym zjawiskiem, która udostępnia nam w „zmysłowym poznaniu” (tj. wczuciu, utożsamieniu się) sytuację osoby chorej. Sztuka Rumińskiej nie jest symptomatyczna – choć tytuł sugerowałby autorefleksję: Jestem, czuję, mogę – gdyż jej treść wyrosła już z jednostkowego stanu świadomości i z powodzeniem mówić może o umysłowości człowieka jako takiego, o specyfice psychologii człowieka jako takiego.

Chciałabym w tym miejscu jednak bronić pracy Małgorzaty Rumińskiej, która właśnie w swojej twórczości mówi wiele o chorobowym stanie psychicznym. Podstawą dla tej mojej swoistej obrony przed „symptomatycznością” jest rozróżnienie sztuki symptomatycznej od metarefleksji nad danym zjawiskiem, która udostępnia nam w „zmysłowym poznaniu” (tj. wczuciu, utożsamieniu się) sytuację osoby chorej. Sztuka Rumińskiej nie jest symptomatyczna – choć tytuł sugerowałby autorefleksję: Jestem, czuję, mogę – gdyż jej treść wyrosła już z jednostkowego stanu świadomości i z powodzeniem mówić może o umysłowości człowieka jako takiego, o specyfice psychologii człowieka jako takiego.

Teoria Junga nie jest jednak filozofią sztuki w pełnym, szerokim znaczeniu – jest specyficzną, psychologiczną refleksją nad sztuką, co oznacza, że kieruje się w swoich analizach innymi aspektami sztuki: weryfikacją symbolu, narracją, interpretacją historyczną itd. Pamiętajmy jednak, że symptomatyczność nie musi stać na drodze sztuki, której celem jest na przykład ekspresywizm lub estetyka.

Z tej perspektywy czytam dalej pracę Olgi Bronikowskiej, której wartości dopatruję się w pierwszym rzędzie w zasadach estetyki klasycznej, w czystej, monochromatycznej kompozycji, w drugim dopiero w narracji wokół kategorii przebudzenia. Duży naddatek wartości estetycznych i kompozycyjnych w stosunku do treści przedstawienia sprawia, że nie poszukuję dla niego żadnego dodatkowego teoretycznego uzasadnienia. Dla mnie to przede wszystkim portret i na tym poziome prace Bronikowskiej są dla mnie niezwykle sensualne, estetyczne i satysfakcjonujące.

W rzędzie prac psychologicznie zaangażowanych dodałabym jeszcze oczywiście cykl fotografii Anny Olejarczyk. Prace fotograficzne zatytułowane Przebudzenie uwieczniły unikalne chwile w życiu autorki polegające na faktycznym powrocie ze sfery snu do jawy. Cykl ten wzbudził moją autentyczną sympatię ze względu na szczerość zarówno w formie (świeżej, niewystudiowanej, esencjalnej) jak i w treści. Uważam, że jest to dobry przykład sztuki zaangażowanej społecznie – nie mówi on wszak wyłącznie o stanie artystki, dużo miejsca poświęca również okolicznościom: gościom w szpitalu, pacjentom, życiu za oknem szpitalnym, pomieszczeniom szpitalnym – mówi więcej niż tylko o przebudzeniu. Odczuwam koncentrację szczęścia w osobie autorki (tego, że wokół niej dzieją się rzeczy dobre), lecz poza jej wizerunkiem przemawiają do mnie jeszcze inni bohaterowie, którzy jakoś lepiej niż „przebudzona” wtopili się już w świat szpitala i robią w tym cyklu dziwny efekt zwolnionego czasu, równoległej rzeczywistości, które kontrastują ze szczęściem ozdrowienia. Uważam, że spośród wszystkich prac na tej wystawie to jest jedyna praca z kręgu sztuki zaangażowanej w pełnym tego słowa znaczeniu.

Nie zaangażowana lecz odnosząca się do współczesnej filozofii człowieka, do konsumpcjonizmu, jest praca Klaudii Nakoniecznej. Ona na wystawie wydaje mi się bardzo potrzebna, jest głosem krytyki i apelem o uwolnienie się z tożsamości przedmiotowej. Wiele we współczesnych pismach filozoficznych mówi się o zastąpieniu wartości i duchowości produktem, o zaniku indywidualizmu (ale tego autentycznego), personalizmu, tożsamości jednostkowej i niezależności. Środki materialne decydujące w dużej mierze o (chwilowej) lokacji naszej – jakby chciał tego Bauman – płynnej tożsamości podpowiadają nam łatwy sposób na „nową tożsamości” poprzez loga i produkty. Wątpię tylko ilu z oglądających tą pracę będzie wiedziało o czym faktycznie jest ta sztuki: nikt, kto ma autentyczną tożsamość (a powiedzmy sobie to szczerze: jest to dzisiaj rzadkość – mamy fragmenty autentycznej tożsamości) nie straci jej dla produktu, kto jej nie ma nie zrozumie czego mu brak. Parafrazując nieco hasło Wittgensteina, który mówił, że granice języka są granicami naszego świata, mówię nawet prostsze zdanie: granice tożsamości są granicami naszego świata. Wydaje mi się dodatkowo, że pani Nakonieczna celnie dobrała środki wyrazu w swojej pracy: pokazują one dobrze przemoc i agresję, wizualność i kompulsywność świata konsumpcji.

Praca pani Nakoniecznej to pierwsza praca z obszaru współczesnej filozofii człowieka, drugą taką pracą jest cykl Kod dostępu Dominika Tkaczyka. Praca w dużej mierze odwołuje się do zagadnień dehumanizacji ponowoczesnego świata. Ciekawie, w drugim planie, przebiega jego dialog z uwagami filozofów kultury, którzy wskazują, że współczesny człowiek zbyt lekko i naiwnie podchodził do zmian jakie niosą za sobą współczesne technologie oparte na second life, avatarach, profilach i innych alternatywnych osobowościach. Wprawdzie praca Tkaczyka nie dotyczy tego zjawiska bezpośrednio, ale twierdzę, że bezmyślność i nieodpowiedzialność z jaką podchodzimy do naszego drugiego życia w internecie sprawia, że coraz bezmyślniej funkcjonujemy w świecie realnym. Na tyle, że futurystyczny serial Black Mirrow wydaje się mówić o czasach współczesnych: w jednym z odcinków zacieranie się granic świata realnego i rzeczywistego pokazano na współczesnym przykładzie: ludzie są skłonni wykonywać realną pracę i zarabiać realne pieniądze, by kupić za nie „ubranie” dla nieistniejącego awatara!

Za refleksją Dominika Tkaczyka idzie domniemany model osobowy portretowanego bohatera. Cały problem w tym, że we współczesnym systemie konsumpcyjnym jest osobowość cechą naddaną, przypadkową, kłopotliwą i zbędną. Nie ma więc znaczenia, kogo artysta umieści za kratami kodu kreskowego – system wchłania równie dobrze komunistę co kapitalistę, katolika co ateistę, alergika co diabetyka, górnika co menadżera itd. To system ideologicznego wyzysku i niewolnictwa.

Słuszne uwagi o stanie mentalnym współczesnego człowieka, które wypowiadają Nakonieczna i Tkaczyk pokazują jeszcze jeden aspekt rzeczywistości: bierności konsumentów / użytkowników i niezaspokojone pragnienie konsumowania. Uważam, że sztuka mówi celnie i stosunkowo często o wszechogarniającej roli Wielkiego Brata i naszej autentycznej, choć jakże wygodniej, niewoli. Wielki problem w tym jednak, że współczesny świata działa na zasadnie pewnego „algorytmu”, „retoryki”, który przyjmuje w siebie i pochłania wszelkie próby buntu i protestu. Ten metaforyczny „algorytm” ściśle powiązany jest z ideologią, o której dobitnie pisze między innymi współczesny filozofii kultury Slavoy Žižek, którego film Perwersyjny przewodnik po ideologiach wszystkim zawsze polecam. W pewnym momencie, na początku tego filmu, stojąc przy kontenerach na śmieci Žižek mówi:

Ja i tak już jem z tego kosza na śmieci cały czas. Nazwa tego kosza na śmieci to ‘ideologia’. Materialna siła ideologii sprawia, że nie widzę tego co jem. To nie tylko rzeczywistość nas zniewala, tragedią naszego położenia, gdy znajdujemy się wśród ideologii, jest to, że w momencie kiedy myślimy, że udało nam się uciec w nasze marzenia, wtedy właśnie uczestniczymy w pełni w ideologii.

Idźmy dalej – Przebudzenie – ważnym sprecyzowaniem charakteru tej chwili byłoby dla nas zapewne wskazania natury czasu, w którym owo przebudzenie się dokonuje.

Przebudzenie opisywane w perspektywie czasu linearnego jest jednorazowym zdarzeniem, przypadkiem. Zdaje się ono nie mieć sensu, ani katastroficzny, ani optymistyczny, angażujący wyłącznie jednostkę. Jest indywidualne, nie posiada siły intersubiektywizmu, emocjonalne, zamknięte. Tak postrzegam na przykład pracę Emilly Allen – The Awakening. Autoportret w deszczu, jak pisze autorka: odnoszący się do jej stanu uczuciowego związanego z wyjazdem z domu. Nieco niezrozumiały: dziecinne emocje dotykające dorosłą osobę, której obce jest pragnienie nowości, samodzielności, podróży?

Przez to praca dla mnie mało czytelna, unikająca uniwersalnych symboli, operująca na kontraście między bezruchem modelki a ruchliwością kropel deszczu. A faktycznie jakby było odwrotnie: modelka poruszona wewnętrznie w afekcie, świat zewnętrzny jakby obojętny, pełen spraw codziennych, naturalnych – jak deszcz.

Inaczej działa czas cykliczny. Czas cykliczny daje wielki potencjał symboliczny, zarówno w kategoriach wielkiego metafizycznego planu odnawiania, jak i w kategoriach sensu zdarzeń. Tu dwie prace, które należy – jak uważam – wkomponować w struktury czasu cyklicznego. Julianny Wińczyk Nowy Początek oraz Sylwii Karwowskiej Przejście.

W Nowym Początku podkreślam znaczenie Feniksa, bo w nim właśnie cykliczność się dokonuje. Jest on symbolem nieskończoności, daje zapewnienie o immanentnym porządku i prawach nadanych rzeczywistości, jest znakiem twórcy świata. W rozumieniu pierwotnym taka cykliczność również jest bliska człowiekowi, obrazuje zmianę pór roku, cykle przyrodnicze, a więc i cykliczne przebudzenie. Niezgodnie jednak z intencją autorki interpretuję symbol Feniksa, autorka mówi bowiem, że jest to symbol pozytywny, że „zwiastuje pozytywne zmiany”. Feniks odradza się jednak zawsze taki sam i nie wprowadza do rzeczywistości żadnych zmian, on jedynie domyka koło czasu, a początek rozpoczyna się dokładnie w tym samym punkcie, w którym rozpoczął się poprzednio. Także czas i rzeczy dzieją się zgodnie z dotychczasowym porządkiem, niezależnie czy były dobre czy złe.

Dotkliwa determinacja dotyczy również pracy Sylwii Karwowskiej Przejście. W obu pracach mamy do czynienia z wątkami apokaliptycznymi, ale poprzez optymistyczne, pozbawione (moim zdaniem) wystarczającej ilości tragizmu interpretacje zapomina się o tym, że samo przebudzenie, choć brzmi ono pięknie i optymistycznie zwykle jest doświadczeniem traumatycznym i granicznym. W przypadku ludzkiego „przebudzenie” (czyli dotyczącego jednostki) odbywającego się w kategoriach jednostkowego życia, polega ono przecież na gwałtownej, wymuszonej konieczności przebudowania swojej tożsamości, autentycznego porzucenia swojego „ja”, z którym nikt z nas nie chce się z własnej woli żegnać niezależnie od tego czy ocenia ją w relacji do innych ludzi wysoko czy nisko. Ale w pracach Karwowskiej i Wińczyk idziemy przecież znacznie dalej: kończy się wszystko. Perspektywa rozpoczęcia nowego świata od nowa nie cieszy nas i nie zadowala – to przecież świat bez nas, młody świat, w którym my, części spalonego świata nie będziemy partycypować. Gdy więc Julia Wińczyk mówi, że „wizja końca świata i odbudowy życia w zgliszczach, dla większości osób nasuwa przygnębiające skojarzenia” przyklaskuję tym wszystkim i za nimi proszę o to, by świat się nie kończył.

Pytam też jaki ma sens ma wartościowanie zmian tylko dlatego, że są zmianami? Jakie prawo ma nowe wobec starego, jaki priorytet bycia? Tu nie ma w ogóle możliwości rozstrzygania o wartościach.

Prace Julii Wińczyk i Sylwii Karwowskiej łączy osoba Platona. Z jednej strony przypominam znaczenie jego nauki dla formułowania się cywilizacji zachodniej. Wielokrotnie słyszałam powiedzenie, że Platon wyrządził naszej cywilizacji więcej szkody niż pożytku. To błędne i aroganckie, ale przede wszystkim głupie powiedzenie nie bierze pod uwagę jednego faktu: gdy skończy się platonizm w naszych głowach, będzie to znak, że skończyła się nasza cywilizacji – dosłownie: cała zachodnia cywilizacji. Ale Platon to również wątek przejścia i przebudzenia. Praca Julii Karwowskiej jaskrawo odnosi się do platońskiej symboliki wyjścia z jaskini i aż „prosi się” by tą interpretację dla cyklu zdjęć zastosować. Diotyma ucząc o najwyższym celu życia mówi:

Ten, kto aż dotąd zaszedł w szkole Erosa, kolejne stopnie piękna prawdziwie oglądając, ten już do końca drogi miłości dobiega. I nagle mu się cud odsłania: piękno samo w sobie, ono samo w swojej istocie. Otwiera się przed nim to, do czego szły wszystkie jego trudy poprzednie; on ogląda piękno wieczne, które nie powstaje i nie ginie…

Kolejną pracą, którą oglądamy na wystawie jest portret ojca Dominiki Koryckiej. Zdjęcie przypomina mi trochę dawne obrazy, portrety olejne (w kolorystyce, nie w kadrowaniu), a w warstwie aksjologicznej wyraża pozytywną stagnację i spokój porządku rzeczy, w tarocie można ją zestawić z kartą Wisielec i przy potrzebie szerszej interpretacji tych zdjęć uważam, że byłby to przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Praca wskazuje też na procesualną naturę przebudzenia, czas, którego nie sposób przyspieszyć ani zwolnić, coś co się dzieje, a nie coś co my robimy. Przebudzenie to coś, co się dzieje. Poza modelem i artystką jest obecny trzeci aktor: proces.

Ostatni wątek Przebudzenia wskazuje na jego estetyczną naturę. Obie prace video: Przebudzenie natury Hieronima Jarnuszczyka i Awakening Tamary Malińskiej intensyfikują estetyczne doznanie przebudzenia w odmiennych kontekstach. Praca Jarnuszczyka jako jedyna na wystawie wprost odnosi się do przyrodniczych instynktów i energii napędzających cykle przebudzeni w naturze. Artysta nie podejmuje też żadnych kwestii pierwotnego początku, twórcy, teleologii procesu, skłania tylko – jak sądzę – do zatrzymania się i kontemplowania, odczucia przepływającej przez wszelkie dziedziny rzeczywistości wielkiej fali przemian.

Obie prace koncentrują się na strukturze rzeczywistości – pięknie pokazuje to zarówno kwiat, jak i drżące delikatnie piórko. Ten róż, który umieszcza w swojej pracy Malińska kojarzy mi się z „oglądaniem” światła przez zamknięte oczy, z porankiem, ciepłym słońcem i chwilą, gdy decydujemy się w końcu otworzyć oczy.

Prace przedstawione na wystawie Przebudzenie czytałam na tle koncepcji czasu oraz współczesnej filozofii człowieka – jednostki determinowanej takim czy innym postrzeganiem czasu. To miało dać podpowiedź czym faktycznie jest przebudzenie. Nie rezygnując z mocnych inspiracji nurtem amerykańskiego Great Awakening`u skupiam się na naturze rzeczywistości, jednocześnie za kilkoma artystami tej wystawy przestrzegając przed stratą życia i czasu (nieważne czy linearnego czy cyklicznego).

Niepowtarzalność tego, co dotyczy naszego jednostkowego bycia dokonuje się w trzeciej perspektywie czasowej: czasie własnym / prywatnym. Tam każdy moment spędzony bezczynnie, bezmyślnie jest straconą szansą na przebudzenie. Przy czym nauka taka w żadnej mierze nie może popchnąć nas do nihilizmu, egoizmu i tyranii czasu teraźniejszego, o którym mówił między innymi Lacan opisując współczesne zjawisko „przerostu odczucia czasu teraźniejszego” lub Frederic Jameson pisząc o „zaniku przyszłości”.
Ów czas prywatny należy do jednej tożsamości, ale tożsamości jest wielkim dziełem dziejów świata.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close