Metafizyka światła we współczesnej sztuce światła na przykładzie sztuki polskiej

By Paulina Tendera and Wojciech Rubiś

Badania finansowane ze środków Narodowego Centrum Nauki na lata 2013–2016 w ramach projektu Preludium „Nowe Światło. O filozoficznych zagadnieniach współczesnej sztuki światła” UMO-2012/07/N/HS1/00438.

Nadia Issa „Dreidel”

W prezentowanym fragmencie rozważań na temat współczesnej sztuki światła zajmujemy się wybranymi przykładami polskiej sztuki światła, które w znaczący i w naszym ujęciu bardzo wartościowy sposób rozwijają i wzbogacają symbolikę metafizyki światła. Przykłady te są tak ważne, bo przełamują współczesne tendencje spłycające jakość i wartość symbolu światła; uważamy, że w tych pracach udało się symbol światła ocalić, przenieść albo zachować. Dlatego są one, dla nas jako filozofów, tak ciekawe. Ponadto, wymagają innej, bardziej zaangażowanej percepcji oraz wiedzy kulturowej, religijnej lub filozoficznej, które potrzebne są do rozumienia metafizyki i powiązanych z nią symboli.

Mówiąc o przygotowaniu kulturowym nie koniecznie chodzi nam o pojęcie tzw. „kompetencji kulturowych”, które zwykło się używać do opisu relacji międzykulturowych i międzykulturowego porozumienia. Przede wszystkim chodziło nam tu o uświadomienie sobie znaczenia własnej tożsamości i cywilizacyjnego źródła form i symboli kulturowych, których nie interpretuje się subiektywnie i dowolnie, lecz zawsze mają one charakter obiektywny (obiektywnych zasad, obiektywnych wartości). Pojęcie tożsamości należy wyraźnie odróżnić od osobowości, charakteru, skłonności, emocjonalności itd. Tożsamość jest tą częścią człowieka, która ma uzasadnienie w zobiektywizowanych formach kultury, jak zasady myślenia (logika), pojęcie prawdy (u nas arystotelesowskie), pojęcie dobra w rozumieniu wyjątkowym w cywilizacji chrześcijańskiej. Podejście takie pozwala na rozróżnienie takich dzieł sztuki, które mają wyraźny wydźwięk kulturowy od tych, których źródłem jest ludzka emocjonalność i subiektywne doświadczenie, a przygodność ich treści i formy nie wnosi istotnego, twórczego elementu do dziedziny kultury intelektualnej.

Wychodząc z takiego założenia będziemy próbowali podjąć się wstępnej interpretacji czterech wybranych prac polskich artystów sztuki światła. Zadaniem naszym jest przebić się przez zmysłową powłokę dzieła sztuki (która również jest celem sztuki i w istotowy sposób konstytuuje dzieło sztuki) i dotrzeć do teoretycznych i filozoficznych źródeł tych prac. Ponieważ zakładamy, że treści te mają charakter obiektywny, to chociaż możemy mylić się w swoich interpretacjach, muszą one mieć potwierdzenie w literacko-filozoficznych źródłach kulturowych, w których utrwalane są treści naszej cywilizacji. Ponadto, zachować należy umiar, aby nie tworzyć treści, które w pracy są nieobecne. Na tym również polegałby błąd subiektywizacji i relatywizacji sztuki, który dziś napotykamy w piśmiennictwie krytycznym: jeśli zakładamy, że treści kulturowe i intelektualne zawarte są w dziełach obiektywnie, nie wolno nam swobodnie produkować dowolnej interpretacji, lecz trzeba zakończyć ją w punkcie, w którym domyka ona w sposób naturalny czy intuicyjny sens dzieła.

Poniżej omówione będą dwie prace Alicji Panasiewicz, praca Nadii Issy oraz Włodzimierza Szymańskiego. Reprezentują one różne techniki, prace Panasiewicz to przede wszystkim instalacje świetlne wykazujące wielką dbałość artystki o wkomponowanie w przestrzeń – autorka zajmuje się także praktycznym projektowaniem (design) oświetlenia, posiada duży zmysł kompozycyjny i znajomość specyfiki działania światła sztucznego w przestrzeniach zamkniętych. Prace Issy to raczej ruchome rzeźby (obiekty), a nie instalacje. Robiąc to rozróżnienie posiłkujemy się tą różnicą, że instalacja może się znacząco zmieniać w stosunku do przestrzeni, w której ma być pokazana. Dopuszcza się więc nowe ułożenie elementów, dodawanie lub ujmowanie części, nowe komponowanie. Rzeźba działa inaczej – jest tradycyjnie formą zamkniętą i bryłową. Trzecia praca różni się już zupełnie formą, ponieważ będzie to performance z recytacją poezji (bierzemy więc pod uwagę również literacki wymiar symbolu światła).

Warto zaznaczyć też już na wstępie, że prace mają silny kontekst religijny, nie oznacza to jednak, iż zakładamy, że tylko w takim kontekście możliwe jest zachowanie metafizycznego symbolu światła. Jednak, jak sądzimy, przestrzeń religii jest obszarem, w którym – choć dominuje w nim współcześnie powierzchowność i metaforyka – istnienie symboli jest w jakimś sensie usprawiedliwione. Mamy wrażenie, że w przeciwieństwie do tego obszaru, w większości innych kulturowych sfer, istnienie symbolu światła traci swój sens (komunikacja ogranicza się do metaforyczności języka). Metafizyki nie sposób uzasadnić w kręgu kultury masowej, globalnej i popularnej, metafizykę uzasadnia się w obszarze religii i filozofii.

Alicja Panasiewicz „Kałuża św. Tomasza”

Pierwszym omawianym przykładem jest praca Kałuże Pseudo-Dionizego Alicji Panasiewicz. Artystka jest profesorem na Wydziale Sztuk Krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego. Prowadzi zajęcia dotyczące struktur wizualnych oraz podstaw projektowania graficznego. Zajmuje się instalacjami obiektów świecących i rzeźbą świetlną. Projektuje oraz wykonuje lampy unikatowe z wykorzystaniem szkła formowanego metodą fusingu i slampingu.

Już pierwszy omawiany przykład (jego tytuł) pokazuje, że kompetencje filozoficzne i kulturowe są najważniejsze by móc w pełni odczytać treść dzieła sztuki, w którym uzmysławia się jakiś sens symboliczny. Widzimy tu trzy tafle lustrzane, przypominające (oznaczające) rozlaną wodę, tytułowe kałuże – forma pracy jest prosta i ascetyczna, jednak bardzo wymowna i estetyczna. Bardzo ważne jest by podkreślić, że dzieło jako całość posiada sens kulturowy, dlatego jego forma nie sprowadza się po prostu do materiału – materii, w którym zostało wykonane. Widać tu wyraźnie, że podział na treść i formę dzieła sztuki nie odpowiada podziałowi na przedmiot intencjonalny i jego urzeczywistnienie. Materia również posiada kontekst symboliczny: inne znaczenie ma materiał pochodzenia naturalnego, inne zaś sztucznego, ważna jest faktura i temperatura właściwa tego materiału (np. drewno jest ciepłe, a szkło zimne), ważne jest jego pochodzenie i to, z jakimi innymi przedmiotami się ono kojarzy, itd. Wyróżniamy też materiały drogocenne i tanie. Takie cechy nie są obojętne i wpływają na czytanie i percepowanie dzieła sztuki.

W Kałużach Pseudo-Dionizego widzimy, jak odpowiednie operowanie źródłem światła pozwala na rzucenie jego odbicia na ścianę i uzasadnienie motta tej pracy: „Nawet najmniejsza kałuża odbija niebo”. Problem polega jednak na tym, że samo doświadczenie estetyczne (tj. zmysłowe) tej pracy choć satysfakcjonujące i ciekawe, nie wypełnia jeszcze sensu tej instalacji, który w pracy zapisano. Bez wątpienia dla każdego kto zna kontekst dzieł religijnych i filozoficznych Pseudo-Dionizego Areopagity pozostaje, że ich treść ma zasadnicze znaczenie dla odczytania sensu tego dzieła. Na oglądaniu wyciętej płyty lustrzanej pozostanie ten, kto nigdy nie słyszał o pismach Pseudo-Dionizego, ale każdy kto widzi tą pracę zadaje sobie pytanie „Kim jest Pseudo-Dionizy?” i to świadczy o tym, że szukamy sensu dzieła.

Forma dzieła sztuki dostarcza nam wrażeń zmysłowych i jest źródłem satysfakcji estetycznej, możemy odnieść również wrażenie, że za jej pomocą docieramy do treści dzieła sztuki. Łatwo sprawdzimy czy nie jesteśmy w błędzie, jeśli zastanowimy się, czy to, co uważamy za treść dzieła sztuki nie jest przypadkiem projekcją naszych emocji, doświadczeń, jakimś wzruszeniem. Jeśli tak jest, to projektowaliśmy na formę dzieła własne treści psychiczne i nie dotarliśmy do obiektywnej treści dzieła. Dobrym przykładem jest tu muzyka, która sama nigdy nie jest nośnikiem żadnych treści emocjonalnych, a niemal każdy odbiorca jej to przypisuje, gdy mówi, że utwór muzyczny jest nostalgiczny, smutny, wesoły lub radosny – to bardzo wyraźny przykład projektowania.

Alicja Panasiewicz „Kałuże Pseudo-Dionizego”

Forma w instalacji Kałuże Pseudo-Dionizego może przybierać różnorodną postać, do tego stopnia, że faktycznie zmiana ustawienia elementów instalacji nie wpłynie na istotę (treść) dzieła sztuki, i będzie nadal w większym lub mniejszym stopniu źródłem doświadczenia estetycznego. Jednak aby móc w pełni zrozumieć Kałuże Pseudo-Dionizego potrzebny jest dostęp do jego treści. Możemy zwrócić uwagę, że szczególnie właśnie w kontekście treści dzieła sztuki pojawia się pojęcie rozumienia.

Przedmiotem rozumienia jest przede wszystkim treść dzieła sztuki, chociaż jak wcześniej wspomniałam, elementy formy (np. drogocenny materiał) mogą konweniować z treścią dzieła i znacząco ją uzupełniać. Zarówno forma, jak i treść stają się ostatecznie powodem czyjejś rozkoszy estetycznej. Gdy Alicja Panasiewicz tytułuje swoją pracę Kałuże Pseudo-Dionizego pokazuje nam trop, którym powinny zmierzać nasze poszukiwania w celu pogłębienia doświadczenia estetycznego jej pracy. Jakie więc słowa tego nieznanego filozofa, autorytetu średniowiecznej teologii mogą uzupełnić nasze rozumienie pracy Kałuże Pseudo-Dionizego? Pisze Pseudo-Dionizy w Imionach boskich:

„Istnieje […] najbardziej boska wiedza o Bogu, która wypływa z niewiedzy, z jedności przewyższającej umysł, kiedy intelekt wykracza poza wszystkie byty, a następnie porzuca również siebie i jednoczy się z promieniami najwyższej jedności, i wtedy tam zostaje oświetlony przez niedającą się zbadać głębię mądrości”.

Forma pracy, jaką wybrała Alicja Panasiewicz bardzo dobrze ujmuje ten proces przybliżania się duszy do Boga – w odniesieniu do relacji między wiedzą i niewiedzą pomoże nam metafora lustra i światła. W pierwszej chwili lustra nie odbijają ani nas samych ani żadnych przedmiotów, one odbiją tylko coś, co jest od powierzchni lustra bardzo odległe. Chodzi o niebo i światło słoneczne lub sztuczne w galerii. W lustrach nie widzimy więc żadnych konkretnych przedmiotów, lecz raczej barwy szaro-błękitne i refleksy światła, albo biel czyli pustkę. To, co widzimy w lustrach nie odnosi się do tego jaka jest natura konkretnej rzeczy (tego, co stworzone), lecz ustawia naszą percepcję na widzenie samej zasady świata, którą jest jedność symbolizowana przez światło. W kolejnej chwili, możemy podejść do lustra i spróbować przeglądnąć się w nim – zobaczymy wtedy własne odbicie mieszające się z refleksami światła. W tle ogólnej zasady świata pojawił się jednostkowy byt, którego natura tożsama jest z naturą Jedna (byt uczestniczy substancjalnie w Bogu dzięki emanacji). Nie zachodzi tu poznanie, ale – jakby nazwał to Platon – bezpośredni ogląd natury rzeczy. W blasku i barwach jawią się formy przepływające po niebie. Komentując wkład Pseudo-Dionizego do tradycji metafizyki światła warto zaznaczyć, że poza Platonem to jemu zawdzięczamy znaczną żywotność tego symbolu w naszej świadomości. W dużej mierze wprowadził go Platon, odnosząc się do symbolu ognia i Słońca w dobrze znanej metaforze jaskini, ale również pisząc o historii duszy i Heliosie oraz w wielu innych dziełach. Platon trwale skojarzył symbol światła z mądrością, sferą duchową, pierwiastkiem boskim, rozumem i prawdą. Jednak Dionizemu udało się przekaz ten zasymilować z chrześcijaństwem tak, że symbol stał się jakby słowami samego Chrystusa z Ewangelii św. Jana: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” [J 8,12].

Czytelność i wyrazistość symboliczna słów Pseudo-Dionizego nie jest przypadkiem, polski znawca filozofii platońskiej Władysław Stróżewski tłumaczy, że źródła literackie, które wpływały na rozwój średniowiecznej, szczególnie zaś trzynastowiecznej metafizyki, sprowadzały się tak naprawdę do pism Dionizego. Pisma Dionizego podtrzymują platońskie, tradycyjne podziały na piękno duchowa (hyperkalon, co należałoby tłumaczyć jako ponad-piękno) oraz piękno rzeczy zmysłowych. Podobnie jak dzieła Pseudo-Dionizego, tak i sztuka inspirowana jego pismami jest próbą zbliżanie się do owego ponad-piękna. Powinniśmy zwrócić uwagę na to, że wytknięcie takiego celu nie oznacza przekonania o realnym uczestnictwie piękna duchowego w każdym dziele sztuki. Nie w tym rzecz, żeby artysta tworzył przedmiot pokazujący ponad-piękno. Do tego celu wystarczy symbolika, która jest podpowiedzią dla ludzkiej intuicji. Szczególnie symbolika odnosząca się do jedności (to za Plotynem i jego rozumieniem piękna), jak światło, niebo, woda (kałuża), itd., które naprowadzają uwagę na jakościowe i wszechobecne istnienie Boga. Czego jednak nie żądać od sztuki, sam Pseudo-Dionizy urywa dywagacje: „nie istnieje żadna ścieżka dla tych, którzy pragną dotrzeć do Jej nieskończonej tajemnicy”.

Partycypowanie w pięknie świata zmysłowego kieruje duszę ku radości oglądania piękna wyższego, które powinno być prawdziwą treścią dzieła sztuki. Proces emanacji, o którym naucza PseudoDionizy (a za nim Jan Szkot Eriugena i inni) pozwala cieszyć się każdym, choćby najmniejszym naddatkiem duchowej strony piękna w dziele sztuki. Mamy tu więc wznoszenie się, przybliżanie i akt powrotu duszy do jedności z Bogiem. Piękno duchowe, w ogóle duchowa i symboliczna treść dzieła sztuki, jest jak stopień na drabinie, którą wspinamy się w górę. Wszystko, cokolwiek wyłoniło się z Jedności, powraca do niej w akcie ekstasis – stan taki daje ludziom wierzącym sztuka przepełniona symboliką.

Wróćmy teraz do Kałuż Pseudo-Dionizego – w prostym wyrazie i ascetycznej formie utkwione są bogate treści symboliczne. Naszą uwagę powinny pochłaniać jednak nie tafle lustrzane, ale ich treść i ich ideowa zawartość. Instalacja skupia się na jakościowych, a nie ilościowych wyznacznikach piękna – choć zachowana jest czystość kompozycji, to nie wyłącznie w niej tkwi piękno tego dzieła. Jego ulotna i lekka forma posiada źródło w jakościowym, plotyńskim wyznaczniku piękna, którym jest jedność uniwersum. To nagromadzenie jedności w małej powierzchni symbolizującej wodę, jest tym co uderza i sprawia rozkosz estetyczną. Jednak rozkosz ta możliwa jest, gdy znamy sens jedności. Sensem jedności jest zaś nasze do niej przynależenie i nasze pochodzenie. Oglądając Kałuże Pseudo-Dionizego widzimy część wielkiego świata, który oczekuje naszego powrotu.

Czy tradycja chrześcijańskiej metafizyki światła jest taka sama u św. Tomasza jak u Pseudo-Dionizego? Absolutnie nie. Przede wszystkim – a będzie to miało konsekwencje dla doświadczenia i rozumienia dzieła sztuki – praktykowali oni inną teologię. Dla Pseudo-Dionizego Bóg skryty był za wieczną tajemnicą aktu wiary, takie założenie słusznie przywołuje na myśl teologię negatywną lub mistyczną. Stąd w jego pismach znajdujemy odniesienia do symboliki ciemności. „Wstępowanie ku Bogu jest wstępowaniem w ciemność i milczenie” – słowa św. Teresy Benedykty od Krzyża dokładnie przedstawiają tą relację do Boga. W przypadku św. Tomasza będziemy mieli do czynienia z teologią pozytywną i bardzo systemową (scholastyka, arystotelizm). Brak w niej opisów stanów mistycznych, osobistych doświadczeń obecności Boga, itd. Nie oznacza to wbrew pozorom, że u Tomasza nie spotykamy metafizyki światła. Choć w porównaniu z mistykami jest ona faktycznie dość uboga, to cechuje ją silniejsze powiązanie z materialną stroną rzeczy oraz – niestety dla metafizyki – powolne przenoszenie akcentu z symbolu na metaforę (coś w rodzaju odczarowania). Zjawisko takie łączy się nie tylko z odalegoryzowaniem świata, które dostrzegalne jest również w pismach Tomasza (rzecz jest tym czym jest, nie oznacza niczego więcej), ale także z szybkim rozwojem malarstwa realistycznego. Wspominając bizantyjską mozaikę i ikonę oraz sztukę sakralną, również tą gotycką, widzimy szereg form i elementów, które budują symbolikę chrześcijańską – baranek, smok, lilia, róża, różne alegorie i symbole, również uproszczone i schematyczne formy i czyste kolory, których rolą było coś oznaczać. One wszystkie nie odnoszą się do samych siebie, lecz coś znaczą, coś, co nie jest nimi samymi.

Wpływ św. Tomasza na rozwój estetyki, filozofii i teologii datujemy na XVI wiek (w okresie wcześniejszym jego dzieła wpisane były do indeksu ksiąg zakazanych). Jego teoria sztuki i filozofia światła oddziaływała więc na sztukę od XVI wieku (choć niewątpliwie inspirowane były jeszcze estetyką wieku XIII). W tym sensie jego refleksje znacznie przekroczyły czas, w którym powstały. Tomasz posługiwał się pojęciem claritas (światło duchowe), które posiada źródła metafizyczne i platońskie, a przez Tomasza zostało użyte w odmienny sposób, odnosząc się także do estetyki. Już nauczyciel Tomasza, Albert Wielki, zmienił rozumienie koncepcji claritas z metafizycznego na metaforyczne, w tym znaczeniu właśnie koncepcja Alberta stanowi przezwyciężenie platońskiej ontologii, tu claritas jest warunkiem koniecznym zaistnienia piękna, które widoczne jest jako rozbłysk (resplendentia), ale jest wyłącznie metaforą.

W kontekście omawianej pracy Kałuża św. Tomasza warto podkreślić, iż Tomasz identyfikuje platońskie claritas z arystotelesowską formą rzeczy, czyli istotą. Przedstawienie tej zależności w pracy jest czytelne – natura wody pokazana jest w jej fali, to zmysłowy obraz żywiołu w ruchu i akcie. Nie jest to spoczywająca nieruchoma tafla wody, którą widzieliśmy w przypadku Kałuż PseudoDionizego, lecz rzecz w akcie, w stanie aktualizowania swojej potencji i istoty. Podświetlenie tafli umieszczone jest od strony źródła fali – jest to skierowanie do Pierwszej Przyczyny, Boga. Nie został on tu jednak przedstawiony jako persona, osobowy Bóg, lecz właśnie po arystotelesowsku, jako nieruchomy Pierwszy Poruszyciel, twórca natury rzeczy, sprawca świata. Akt falowania pochodzi od niego, a samo światło pozostaje u swego źródła. Nie jest to przedstawienie emanacji, choć być może wolno nam dostrzec akt „wypływu” rzeczy ze źródła, lecz Bóg jest tu jedynie wzorem – jego światło nie rozprzestrzenia się w bezkres i nie objawia w bycie jako istniejące. To tylko wzór (mimesis). Woda przejmuje sposób przelewania się światła, ale sama nie staje się światłem. Zachowuje się na wzór swojego Stwórcy.

Doskonałość jest domeną Boga, a piękno zmysłowe jest elementem zmysłowego świata, które potrafi nas do niego zbliżyć, nosi więc w sobie jakiś wzór doskonałości. Piękno zmysłowe objawia się nie tylko w proporcji, ale także w blasku (claritas). Piękno dla Tomasza – jak twierdzi Gilson – jest blaskiem prawdy, jest momentem, w którym wewnętrzna forma rzeczy dominuje nad jej stroną materialną (splendor formae). Piękno to jedność (integritas), lecz także doskonałość (perfectio), proporcja (proportio), albo harmonia (consonantia) oraz jako trzeci blask (claritas). W Kałuży św. Tomasza jedność wyrażona zostaje w materiale jakim jest szkło i światło. Światło jako arystotelesowska istota rzeczy jest prawdą o tej rzeczy i przenika jej materię, którą jest szkło. Obydwie substancje zbliżone są do siebie poprzez przenikliwość i plastyczność oraz lśnienie. Kałuża św. Tomasza jest więc symbolem rzeczy pięknej lub samego piękna zmysłowego, którego źródło tkwi w istocie i urzeczywistnionej formie wewnętrznej. Następnie pojawiają się wyznaczniki w postaci proporcji lub harmonii – dla naszego przykładu znacznie lepiej przyjąć pojęcie harmonii, ponieważ w materiałach takich jak szkło i światło nie doświadczamy ich aspektu ilościowego (cząstek krzemu lub fotonów), lecz jedynie ich aspektów jakościowych – blasku, twardości, chłodu lub ciepła, ciężaru. Proporcja odnosi się bardziej do piękna przedmiotów, w których wyróżniamy elementy i części, i one współtworzą kompozycję dzieła. Kałuża św. Tomasza posiada harmonię elementów jakościowych poprzez skomponowanie plam barwnych tworzących się na powierzchni szklanej dzięki grze światła. Harmonia wydobyta jest również w materiale – światło i szkło odpowiadają sobie i współgrają jako materia dzieła sztuki. Tego efektu nie udałoby się uzyskać, gdyby dzieło zawierało takie materiały jak drewno, tkanina, nieprzeźroczyste i nie białe materiały sztuczne, itd. W ogóle warto podkreślić, że materiałoznawstwo jest dziedziną szalenie interesującą i ważną w dziedzinie sztuki światła.

Od wątku materiałoznawstwa można też zacząć analizę pracy Nadii Issy pt. Dreidel. Pani Issa jest artystką związaną z Warszawską Akademią Sztuk Pięknych, wywodzącą się z pracowni Włodzimierza Szymańskiego – o jego wkładzie w sztukę światła będzie mowa jeszcze poniżej. Wspominam o tym, ponieważ obiekty tworzone w tej pracowni cechują się bardzo rzetelnym i profesjonalnym podejściem do materiału. To samo dotyczy pracy Dreidel – nie ma tu mowy u suplementach, zamiennikach, kompromisie, na który można by się pokusić ze względu na koszty wytworzenia lub problemy z pracą w trudnym materiale. Prace stanowią przykład kunsztownej roboty, dotyczy to Dreidla oraz instalacji i performance’u OR – moc światła.

Nadia Issa „Dreidel”

Dreidel to zabawka hazardowa, którą bawią się dzieci podczas święta chanuki. W tym kontekście ujawnia się bardzo ciekawe i co ważne, bardzo trafne, zestawienie symbolu światła z losem (fatum). Zagadką jest jak rozumieć to powiązanie, które w Dreidlu jest widoczne, ale wymagające rozszyfrowania. Jak innymi słowy fatum powiązać z Bogiem (światłem)? Mogą to być przynajmniej dwie koncepcje, po pierwsze można uznać, że nasze losy są kierowane wolą Bożą i jego zamiary w tych losach mogą stać się dla nas czytelne. Po drugie, a jest to opcja bardziej do nas przemawiająca, że nie chodzi tu o łaskę podobną do tej chrześcijańskiej wyłożonej przez św. Augustyna, lecz o inną prostszą, bardziej związaną z tradycją żydowską treść: Bóg widzi. Z twierdzenia tego nie sposób wyprowadzić pojęcia łaski, ani planu Boga, los nie jest tablicą, w której możemy czytać, dla nas pozostaje ślepy. Nie wiemy czego Bóg od nas chce, ponieważ Bóg również milczy.

Na tradycyjnym dreidlu wypisane są cztery litery alfabetu hebrajskiego: נ) Nun) ג) Gimel), ה) On), ש) Shin), które wyznaczają zasady gry w dreidla. Dreidel tradycyjnie wiązany jest ze świętem chanuki (hebr. חנוכה ,(zwanym świętem świateł, w trakcie tego trwającego osiem dni święta, dzieci bawią się bączkiem. Światło, które umieszczone zostało w Dreidlu Nadii Issy stanowi odniesienie do święta świateł. W trakcie chanuki zapala się co dzień jedną świecę w świeczniku zwanym chanukiją. Chanuka jest świętem, które (biorąc pod uwagę jego względną nowość) ma bardzo rozbudowaną symbolikę, dla nas i dla tej pracy ważne będzie to, że upamiętnia się tutaj ocalenie monoteizmu (judaizm był niegdyś jedyną religią monoteistyczną). Tym samym światło Dreidla pochodzi od Boga osobowego, nie jest symbolem porządku natury, ma naturę rozumową. Chanuka jest świętem ocalenia samej istoty monoteizmu, a w tym sensie wykracza znaczeniem poza świat wyłącznie żydowski.

W pracy Nadii Issy dreidel jest złoty, a światło pochodzące z jego wnętrza ma ciepłe, żółtawe zabarwienie. Ten przykład pozwala nam wrócić do uwagi o znaczących elementach formy dzieła. Wybór formy wypowiedzi artystycznej, którym jest tutaj wybór rodzaju światła, wpływa na dopełnienie się symbolicznej płaszczyzny przedmiotu (treści dzieła). Światło chanukowe musi być światłem naturalnym, takie światło jest źródłem ciepła i ma odcień żółtawy, tylko takie światło uważane jest za nośnik treści metafizycznych. Dreidel wykończony białym światłem halogenowym byłby pracą niepełną, a możliwość dotarcia do treści dzieła byłaby zaburzona.

Praca Włodzimierza Szymańskiego OR – moc światła to performance multimedialny z użyciem światła i głosu – artysta recytuje fragmenty Księgi liter Lawrence’a Kushera. W książce tej przedstawione jest mityczne i symboliczne znaczenie liter alfabetu hebrajskiego.

Włodzimierz Szymański

Performance OR wykonywany jest przy siedmiu lampach zapalanych głosem, symbolizujących świecznik. Lampy zapalają się przy dźwięku liter, których znaczenie podane przez Lawrence`a odczytuje Szymański. W mistyce tej wyrażona jest tajemnica subtelnej natury świata w jego najdrobniejszych przejawach, jak niepojęta natura kropli wody, cud istnienia rosy, istnienia trawy… Pośród interpretacji liter żydowskiego alfabetu spotykamy: „Alef jest pierwszą literą słowa […] ESZ, ogień. Ogień, który płonie lecz nie sieje zniszczenia. W ten sposób Święty przykuwa naszą uwagę. Ukazując nam przedwieczny ogień” oraz: „Nawet jeśli [uczennica] garbi grzbiet nad książkami, jej serce […] LEW, wznosi się – niby płomień […] LAHAW – ponad wszystkie litery”.

Projekt OR nie jest jedyną pracą Włodzimierza Szymańskiego, w której odnosi się on do tradycji metafizyki światła, jego prace rzeźbiarskie pt. Tablice przygotowywane są jako dzieła „podróżujące”. Instalacja szklano-świetlna przedstawiająca macewy nagrobne podróżować ma do miejsc kultu, miejsc pogromów Żydów, miejsc pamięci, tam gdzie pierwotnie przedmioty te funkcjonowały.

Interpretację zaczęliśmy od źródeł literackich, szereg uzupełnień poszukać możemy w literaturze tradycyjnej. Sięgnąć możemy na przykład po książkę Isaaca Bashevisa Singera Moc Światła. Osiem opowieści chanukowych – notabene na festiwalu jego imienia w 2015 roku Szymański po raz pierwszy wykonał performance OR. Mimo, że opowiadania z cyklu Moc Światła nie stanowią przykładu filozofii lub metafizyki światła, są podaniami tradycyjnymi i literackimi wskazującymi na obecność symbolu światła w tradycji żydowskiej w znaczeniu zbliżonym do chrześcijańskiego. Jest to znak obecności Boga, znak nadziei, łaski (szczególnie w postaci świateł świec zapalanych z okazji święta chanuki), czasem nawiedzenia przez osoby zmarłe, często także znak wiedzy.

W książce Moc Światła nie przedstawiono żadnej spójnej ontologii światła, żadnej estetyki, w formie literackiej mieszają się metafory i symbole religijne, bez wątpienia udaje się tu jednak pokazać kulturową funkcję symbolu światła. Co daje nam odniesienie współczesnej sztuki światła do wymienionych podań literackich? Na przykładzie prac Włodzimierza Szymańskiego można zauważyć systematyczne pogłębianie symboliki światła w kontekście judaizmu – praca OR eksploruje symbol światła i jego metafizykę w znacznie większym wymiarze niż praca Singera.

Co ciekawe nie jest wcale jednoznacznie jasne, czy pogłębiona eksploatacja jakiegokolwiek symbolu sprzyja przenoszeniu jego treści kulturowych. Chodzi tu o płaszczyzny działania: jedna osoba (artysta, twórca) podnosi symbol z zapomnienia i może operować nim w niezwykle twórczy sposób, jednak zjawisko przenoszenia treści kulturowych wymaga istnienia odbiorców, którzy potrafią ten proces zrozumieć i w pewnym intelektualnym sensie – powtórzyć. Dla wielu uczestników performance ten i inne przywołane tu przedmioty sztuki światła widoczne będą przede wszystkim poprzez swoją zewnętrzną stronę, dla niewielu czytelne będą również w swojej treści.

Pełna wersja artykułu:
Paulina Tendera, Wojciech Rubiś „Metafizyka światła we współczesnej sztuce światła na przykładzie sztuki polskiej” (in:/w:) Światło w dziejach człowieka, sztuce, religii, nauce i technice, Krosno 2018, t. 2, ss. 231-242.

https://www.academia.edu/36632667/Metafizyka_%C5%9Bwiat%C5%82a_we_wsp%C3%B3%C5%82czesnej_sztuce_%C5%9Bwiat%C5%82a_na_przyk%C5%82adzie_sztuki_polskiej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close