Porządki w historii: „Remanenty historyczne” Grzegorza Brauna

Rec. książki: Grzegorz Braun, „Remanenty historyczne”,Wyd. Prohibita, Warszawa 2019, ss. 510

W książce „Remanenty historyczne” zebrano zarówno krótsze, jak i dłuższe teksty publikowane przez Grzegorza Brauna w ostatnim czasie. Książka wielce interesująca, która potrafi otworzyć oczy czytelnika na drugie, zwykle nie zauważane dno wielu procesów historycznych i przemian kulturowych współczesności oraz tych, które utrwaliły powszechną, często mylną, opartą na fikcji, świadomość historyczną Polaków.

Szerokie podejście do kwestii przedstawionych w „Remanentach…” uświadamia, że Braun jest autorem reprezentującym nie tylko chrześcijański oraz patriotyczny punkt widzenia, ale także, o czym rzadziej pamiętamy, wolnorynkowy i w klasycznym tego słowa rozumieniu: wolnościowy. Braun to także „marka” na współczesnej scenie politycznej oraz artystycznej; za jego publicystyką idzie szereg zrealizowanych, ważnych filmów dokumentalnych dotyczących eugeniki, aborcji oraz ostatnio zrealizowany, warto polecenia, film opowiadający na nowo historię reformacji.

Zakres tematyczny nowej książki, którą proponuje nam wydawnictwo Prohibita jest szeroki, ale metoda jednorodna: samodzielne przeszukiwania kart historii i starania o sformułowanie samodzielnej, niezależnej nie tylko opinii ale analizy badanych zjawisk. Od Brauna, niezależnie od naszego własnego politycznego i aksjologicznego zapatrywania, uczyć możemy się konsekwencji w myśleniu i odwagi w werbalizowaniu logicznie wynikających z tej myśli wniosków. Braun pozostaje w swej książce wiernym myślowej i moralnej spuściźnie cywilizacji zachodniej. Liczne wątki kulturowe, polityczne, historyczne a także prawne robią z „Remanentów…” książkę wielce interesująca, od której trudno się oderwać. Z wielu ważnych i interesujących wątków, warto przypomnieć, że Braun (o czym rzadziej dowiadujemy się z telewizyjnych wywiadów i wystąpień) odnosi się ciekawie do zjawiska etatyzmu w przestrzeni sztuki i kultury – wątki te na próżno poszukiwane w publicystyce i prasie współczesnej, poruszane są przez środowiska akademickie wyłącznie z historycznej i historyczno-filozoficznej perspektywy. Kwestia ta dotycząca większości krajów współczesnego świata jest tą, która powinna nas w większym stopniu skłaniać do krytycznego namysłu, a samego autora należałoby zachęcić by swoje refleksje utrwalił w formie szerszej publikacji, która miałaby – jak sądzę – znakomite walory filozoficzne i społeczne.

Póki co, w węższej wypowiedzi, którą musimy się zadowolić Braun pisze: „[…] państwo powinno być trwale oddzielone od jakiejkolwiek działalności o charakterze kulturalno-rozrywkowym. […] bo nie ma na szczęście żadnego miernika i skali, wedle której można by urzędowo oceniać, co gustowne i co sensowne, a co wręcz przeciwnie” (s. 150-151).

Problem związany z etatyzmem środowiska artystycznego to zagadnienie niezwykle interesujące, zarówno z punktu widzenia teoretycznego (by omówić to, czym państwo powinno się zajmować, a czym już nie wypada by się zajmował, np. rozrywką), historycznego (gdy chcemy się dowiedzieć gdzie i kiedy ten etatyzm tak naprawdę się zaczął) oraz filozoficznego (gdy otwieramy dyskusję nad tym jak faktycznie powinniśmy działaś w świetle imperatywów etycznych, np. uczciwości). W Polsce, jak pisze Braun, etatyzm sceny wprowadzono dzięki usilnym i wytrwałym działaniom (także „zakulisowym”) Wojciecha Bogusławaskiego (1757-1829). Etatyzm to (fałszywie rozumiana) forma „wspomagania” artystów polegająca na tworzeniu sztucznych i najczęściej nadliczbowych miejsc pracy oraz infrastruktury administracyjnej służącej przepływowi środków finansowych i obsłudze różnego rodzaju „grantów” / subsydiów państwowych. Ważnym aspektem etatyzmu, którego domagał się sam Bogusławski jest obowiązkowe opodatkowanie obywateli w celu ciągłego finansowania „narodowych” działań o charakterze twórczym. Bogusławski chciał by narodowa scena teatralna była subsydiowana przez państwo ze środków tzw. „podatku widowiskowego”. Braun komentuje: „Bogusławski był […] jednym z pierwszych artystów, którym udało się skutecznie złagodzić, a następnie wprost zniwelować uciążliwy i stresujący dyktat widowni. Przez podczepienie swej działalności pod budżet rządowy, zdołał uniezależnić byt, wikt i opierunek artystów od wolnej decyzji nabywczej widza” (s. 144).

Uwagi Brauna są warto przeanalizowania, szerokiej dyskusji – nie chodzi wszak wyłącznie o Bogusławskiego (z czego Braun oczywiście zdaje sobie sprawę), ale także w całą mentalność środowiska artystycznego, którą te daniny ukształtowały. Z punkt widzenia filozofii sztuki zaś, rodzi się nawy punkt widzenia na tzw. „wolność sztuki” rozwijanej w ramach światowego Art Worldu, „wolności” którą radośnie i bezkrytycznie końcem XX wieku ogłosili A. Danto czy G. Dickie (dziś już filozofowie coraz rzadziej wspominani). W rzeczywistości bowiem żaden z artystów nie mógłby pozwolić sobie na wyzwolenie sztuki i samego siebie jako twórcy (spod jarzma krytycznej publiczności), gdyby nie zabezpieczył sobie środków finansowego wspomagania państwowego. O żadnym jednak wyzwoleniu nie może być tu mowy: artysta wybiera wyłącznie nabywcę, którym zamiast indywidualnego odbiorcy jest teraz państwo i partia aktualnie sprawująca władzę.

Braun pojmuje etatyzm szeroko, jednak może warto byłoby rozdzielić etatyzm (powoływanie szeregów ministerstw, instytucji i sztabów administracji) od mecenatu państwowego (zlecenia rządowego). Faktem jest, że z jednej strony Braun odrzuca „państwowy mecenat artystyczny” z drugiej być może zgodziłby się, że bez całej biurokracji i upaństwowienia sztuki, rząd może stać się okazyjnie zleceniodawcą wybranych projektów o charakterze artystycznym (np. do celów dyplomatycznych).

Dyskusja w tej kwestii mogłaby być wielce interesująca: „Czyż jednak Rzeczpospolita po wsze czasy stać ma na straży branżowego egoizmu artystów z jednej i propagandowych potrzeb polityków z drugiej strony?” – pisze Braun – „Fundamentalna pozostaje kwestia: czy przymus fiskalny wolno rozciągać na jakiekolwiek inne kwestie poza bezpieczeństwem i obronnością? A poza tym, czy w ogóle godzi się angażowanie autorytetu Rzeczpospolitej w zawsze, bądź co bądź, dyskusyjne przedsięwzięcia artystyczne?” (s. 145)

Braun jest dobrym publicystą, ponieważ jest wyrazisty światopoglądowo (a to nie powinno przeszkadzać nikomu, kto walczy o wolność słowa i przekonań), teksty zawarte w „Remanentach…”, choć odnoszą się do przykładów, w rzeczywistości dotyczą zasad i praw. I tak w przypadku problematyki etatyzmu – Braun podkreśla osobisty negatywny stosunek do działań współczesnych artystów prezentowanych pod tytułami „Piknik Golgota” czy „Klątwa”, jednak podkreśla, że jest to jego własne stanowisko, zaś z punktu widzenia politycznego, społecznego czy prawnego, uważa za rzecz haniebną stosowanie przymusu fiskalnego na finansowanie sztuki. Zasługą Brauna tymczasem jest właśnie jednoznaczne postawienie tej kwestii: „[…] oni najlepiej wiedzą, że gdyby Polacy mieli możliwość swobodnej decyzji […] i gdyby od tej decyzji zależała ich egzystencja na niwie artystycznej, to oni od razu mogą zwijać swój interes” (s. 159).

Braun nie odnosi się sam do kwestii Art Worldu, lecz idzie inną ścieżką analizy: pisze on mianowicie o „zarządzaniu percepcją”, czyli świadomych i zaplanowanych korzyściach polityki społecznej będącej skutkiem upaństwowienia sztuki. Efekt zresztą bardzo podobny do upaństwowienia szkolnictwa czy to na poziomie podstawowym czy wyższym. Spostrzeżenia Brauna wpisują się w tym miejscu z szerszą krytyką marksizmu kulturowego.

Braun jest publicystą kategorycznym i jednoznacznym w opiniach, ale udostępniającym pełną ścieżkę swojego wnioskowania i porządek wywodu; choć odnosi się wielokrotnie do kategorii etycznych wywodzących się z chrześcijaństwa, to nigdy nie „uderza w nutę” emocjonalną, nie szantażuje czytelników. Choć podejście bardzo tradycyjne jest mu często stawiane jako zarzut, to analiza tego zarzutu pozwala ponownie zapytać i przypomnieć sobie czym w gruncie rzeczy jest etyka. Bez wątpienia Braun posługuje się bardzo jasnym systemem etycznym i to właśnie umożliwia wszelką konstruktywną krytykę i dyskusję z nim. Tym sposobem przeciwstawia się językowi tzw. poprawności politycznej opartej na wywoływaniu w czytelniku reakcji emocjonalnej, np. współczucia czy wstydu.

Błędem byłoby nie wspomnieć o innych ważnych tematach, które Braun porusza. Bardzo interesujące są filozoficzne rozważania autora dotyczące historycznego pochodzenia kościołów reformowanych, które ciekawie łączy on z rozwijającym się „nowoczesnym” spojrzeniem na istotę ludzką, będącą elementem modnego dziś „zrównoważonego rozwoju” (polityki i architektury społecznej). Braun pisze: „Na gruncie fałszywej doktryny predestynacji, dzielącej świat na ‘farciarzy’ i ‘pechowców’, rodzą się nieludzkie koncepcje selekcjonowania ‘nadludzi’ i ‘podludzi’ – wszak i apartheid, i eugenika są w prostej linii ideowymi produktami protestantyzmu” (s. 25).

Krytyczne spojrzenie na protestantyzm wywołane jest zapewne u Brauna przeciwnym, bezkrytycznym podejściem do niego, jaki prezentuje zarówno polityka kulturalna Polski jak i dialogujący Kościół katolicki. Tymczasem, jak przypomina Braun, reformacja była krwawą wojną i rozbojem: „[…] reformacja tylko na Wyspach Brytyjskich kosztowała życie 10% poddanych. Przecież protestanckie polowanie na ‘czarownice’ w krajach niemieckich mogło kosztować życie nawet 20 tysięcy ofiar” (s. 38).

We wszystkich książkach Braunka czytelnik poszukujący argumentów filozoficznych i historycznych znajdzie wiele interesujących przykładów i struktur wnioskowania i argumentacji, z których korzystać może z powodzeniem każdy, kto przywiązany jest do obiektywnych zasad w obszarze etyki i moralności. Braun otwarcie sprzeciwia się nowoczesnej liberalizacji prawa aborcyjnego i eugenicznego, w których dostrzega przejaw niebezpiecznej ideologii dehumanitarnej, kryjącej się pod naiwną wiarą w nieograniczone możliwość ludzkiego rozumu: „Mentalność eugeniczna jest niewątpliwie jedną z najpotworniejszych uzurpacji ludzkiego ‘rozumu’ roszczącego sobie prawo do decydowania, które życie jest ‘warte życia’, a które powinniśmy ‘wyeliminować’” (s. 73).

Kończąc „Remanenty historyczne” Grzegorze Braun przywołuje znaną postać politologa i filozofa Francisa Fukuyamy. Sprzeciwia się promowanej przez niego, inspirowanej jeszcze heglowską filozofią dziejów, koncepcji końca historii jak epoki spokoju, stagnacji i bezpieczeństwa. Przeciwstawia tej idei biblijne wątki „dni ostatnich”, które przypominają o niekończącej się walce człowieka o prawdę: „świat jest realny (do bólu), dostępny zmysłowo (na dobre i na złe) i rozumowo (z zawsze możliwym wyborem prawdy przeciw kłamstwu). A nasze dzisiejsze czyny i zaniechania «brzmią echem w przyszłości»” (s. 490).

Kategorie Uncategorized
%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close